W ogrodzie, na balkonie, na łące, w lesie, w sadzie i w przestrzeni rolniczej – zapylacze - pracują ciężko i wytrwale. Wielki Dzień Pszczoły to świetna okazja by zatrzymać się na moment i choć na chwilę pochylić się nad tymi małym stworzeniami o ogromnym znaczeniu. Pszczoły miodne i dzikie, trzmiele, muchówki, chrząszcze, osy i motyle to owady, których tryb życia pomaga podtrzymywać nasze życie.
Brzmi doniośle? I tak jest w istocie! Rola pszczół i innych zapylaczy w utrzymywaniu równowagi ekosystemu Ziemi jest znacznie większa niż to sobie wyobrażamy. Bo pszczoły to nie tylko miód – choć trzeba przyznać, że to płynne złoto jest niewątpliwie najsłodszym efektem ich pracy – to żywność i bioróżnorodność. Są odpowiedzialne za zapylanie ok. 70 proc. gatunków roślin uprawnych na świecie. Zapylanie wspiera rolnictwo, sadownictwo i ogrodnictwo. Bez pracy zapylaczy wiele upraw dawałoby niższe plony albo wymagało znacznie większych nakładów. Dotyczy to między innymi owoców, warzyw, roślin oleistych, orzechów i roślin pastewnych. Zapylają nie tylko rośliny użytkowe, lecz także rośliny dzikie, tworzące różne ekosystemy lądowe. Te zbiorowiska roślinne m.in. produkują tlen niezbędny do życia, niezbędny dla człowieka.
A co wtedy gdyby ich zabrakło?
Wyginięcie pszczół miałoby dramatyczne konsekwencje dla człowieka i całego ekosystemu Ziemi. Ale o zgrozo! Ten proces już się rozpoczął. Problem wymierania pszczół i innych zapylaczy jest ogromnym wyzwaniem, nie tylko dla pszczelarzy, ale dla całej produkcji żywności i dotyczy już całego świata.
Dlaczego wymierają?
Niepokojący proces zmniejszania się populacji pszczół zauważono już blisko 20 lat temu, a od dekady straty w pszczelich rodzinach są już tak poważne, że mówimy już o kryzysie. Znaczące w dziesiątkowaniu pszczół mają choroby, grzyby, roztocza, wirusy czy pasożyty. Jednak to człowiek i jego działalność ma największy wpływ na populację pszczół. Według wszelkich doniesień naukowych największą odpowiedzialność za wymieranie pszczół ponoszą pestycydy i insektycydy, wywołujące zmiany w systemie nerwowym pszczół. Agresywne monokulturowe, wielkoobszarowe rolnictwo, zmiany klimatyczne i degradacja bioróżnorodności, powodują niedobory żywności u owadów zapylających. W przypadku dzikich zapylaczy brak miedz, zadrzewienia śródpolnego, starych drzew, skarp i stert kamieni skutkuje brakiem kryjówek i miejsc do założenia gniazda. W tym miejscu mogą odezwać się glosy „ no dobrze, ale ja, jako osoba mieszkająca w mieście jaki mam wpływ na dobrostan zapylaczy, przecież cała odpowiedzialność spada na tereny wiejskie, rolnicze..” W tym stwierdzeniu jest sporo prawdy, ale za ogólny stan naszego środowiska – jego zanieczyszczenie, zmiany klimatyczne jak i szacunek do natury, odpowiedzialni jesteśmy w równym stopniu.
W przestrzeni miejskiej..
Życie w mieście ma swoje prawa, zasady, rytuały, ale one wcale nie umniejszają potrzeby zachowywania równowagi między postępem i rozwojem, a szacunkiem do środowiska naturalnego. Przy niewielkim nakładzie sił możemy wiele zrobić. Czasami wystarczy tylko zmienić nastawienie. Możemy zapewnić im bezpieczne schronienie w postaci domków dla owadów. Zadbać o wodę w upalne dni np. przez poidełko. I nie trzeba go kupować, wystarczy mały spodeczek z kilkoma kamieniami by nie zamoczyły skrzydełek. Owady żyją dzięki roślinności. Bioróżnorodność i czyste powietrze to gwarant porozumienia i harmonii między człowiekiem, a pszczołą. Jak można go osiągnąć? Idealny ogród dla zapylaczy nie musi być perfekcyjnie przycięty i mieć imponujące rozmiary – co w mieście zresztą jest bardzo trudne. Ale kwietną łąkę założyć można na małym fragmencie działki, albo na tarasie czy balkonie. Mogą to być nawet niewielkie doniczki z kępkami kwiatów i ziół. Siejmy rośliny miododajne w ogrodach, przy domach i na balkonach. Rośliny o różnych terminach kwitnienia zapewnią owadom pożywienie przez dłuższy czas. Pamiętajmy, że dla dobrostanu natury większą wartość ma niewielki fragment dzikiej zróżnicowanej zieleni niż obszar boiska z idealnie przyciętą murawą. Kępa koniczyny, lawenda, facelia, ogórecznik, lipa, malwa, wrzos, mięta, szałwia … to rośliny dzięki którym zapylacze będą bzyczeć ze szczęścia. I choć dla wielu z nas idealnie wystrzyżony trawnik, skwer czy pas zieleni miejskiej jest dowodem na dbałość o „ład i porządek” , tak dla tego mikroświata w jakim żyją owady, takim już nie jest. Bo dla natury ład i porządek to nic innego jak różnorodność form i kształtów, kolorów i rozmiarów. Może kiedyś uda się nam w tej różnorodności odnaleźć i docenić piękno.
Foto: Agnieszka Woźniak-Zawal




