Najbardziej plastycznym opisem wody jest opis pragnienia – to poetyckie stwierdzenie Tadeusza Różewicza ukazuje, iż brak czegoś pozwala najsilniej wyobrazić sobie i docenić wartość tej rzeczy. W przypadku suszy powyższy aforyzm rozumiemy dosłownie. Spragniona Ziemia.
Niedobory wody nie są tylko problemem Afryki czy Australii. Okazuje się, że deficyty wód, nadających się do spożycia, upraw czy napędzania całych ekosystemów, są globalnym problemem. Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie jasno wskazuje, że Polska należy do krajów o jednym z najmniejszych zasobów wody pitnej w Europie. Średnia roczna dostępność wody na jednego mieszkańca to około 1600 m³, przy europejskiej średniej wynoszącej około 4500 m³. Dane są nieubłagane, ponad 40 % terenów rolniczych i leśnych w naszym kraju jest zagrożonych długotrwałą suszą rolniczą, przy czym znaczna większość zlokalizowana jest w województwie wielkopolskim.
Ale czym właściwie jest brak wody? Susza niejedno ma imię. Niska suma opadów lub ich długotrwały brak to susza atmosferyczna. Natomiast susza rolnicza (glebowa) to znaczące ograniczenie wilgoci w glebie. Gdy dochodzi do istotnego obniżenia poziomu lub nawet ukazywania się miejscowo dna w korycie rzeki nazywa się to suszą hydrologiczną. Obniżenie i niedobory wód podziemnych to susza hydrogeologiczna.
Dlaczego brakuje wody? Nierównomierne rozmieszczenie zasobów wodnych, degradacja gleb i zmiany klimatyczne doprowadziły do coraz dłuższych okresów bez opadów i ekstremalnych zjawisk pogodowych – krótkotrwałych, ale intensywnych opadów potocznie zwanych nawałnicami. Michał Marcinkowski hydrolog z Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego wyjaśnia – Obfite opady deszczu, zwłaszcza o charakterze nawalnym, w rzeczywistości tylko w ograniczonym stopniu przyczyniają się do uzupełnienia zasobów wód podziemnych. Gwałtownie, spadające na przesuszoną ziemię, duże ilości wody w większości spływają po powierzchni terenu, zamiast wsiąkać w głąb. Przypomina to podlewanie roślin doniczkowych, które dawno nie były nawadniane – woda nie wnika od razu w podłoże. Podobny efekt obserwujemy w miastach, gdzie dominują nieprzepuszczalne powierzchnie, takie jak drogi, place pokryte asfaltem, betonem czy dachy. Utrudniają one infiltrację wody do gruntu, przez co ta szybko trafia do kanalizacji lub spływa do najbliższej rzeki. Choć intensywne opady mogą chwilowo złagodzić skutki suszy, nie prowadzą do trwałego uzupełnienia głębszych warstw gleby. Daje to jedynie złudne wrażenie, że problem został zażegnany – w rzeczywistości w wielu regionach Polski poziom nawodnienia gleby przez długi czas jest zbyt niski . (https://ios.edu.pl/informacje-prasowe/dzien-walki-z-pustynnieniem-i-susza-polska-nadal-w-cieniu-suszy/)
Betonowanie przestrzeni, niewystarczająca retencja wodna oraz zmniejszająca się powierzchnia terenów biologicznie czynnych to tylko niektóre z czynników pogłębiających skutki niedoborów opadów. Co możemy zrobić? Chrońmy, oszczędzajmy, zbierajmy wodę! Na to, kiedy i ile spadnie deszczu nie mamy wpływu, ale na to jak „zagospodarujemy” tę wodę która spadnie, już tak! We własnych ogrodach pamiętajmy o tym by „łapać wodę”. Mała retencja to nie tylko gromadzenie wody opadowej. Poza zatrzymaniem jej w zbiorniku to przede wszystkim maksymalne spowolnienie jej odpływu tak by gleba miała możliwość „nasiąknąć” czyli zwiększyć swoją wilgotność. Uzyskamy to dzięki ogrodom deszczowym, muldom retencyjnym oraz małym oczkom wodnym. Gdzie jest to tylko możliwe „odbetonujmy” podjazdy, chodniki, miejsca postojowe. W tym miesiącu Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej uruchomia nabór wniosków na wsparcie indywidualnej mikroretencji wód opadowych na terenie województwa wielkopolskiego. Dofinansowaniem będą mogły zostać objęte przedsięwzięcia, które umożliwiają zatrzymanie wód opadowych (w tym roztopowych) na terenie nieruchomości oraz wykorzystywanie magazynowanej wody tak, że nie będzie konieczności odprowadzania jej do kanalizacji. Więcej informacji na: www.wfosgw.poznan.pl
Nasze miasto również działa na rzecz przeciwdziałania skutkom suszy. Świetnym tego przykładem jest projekt Parku Kieszonkowego. W ramach projektu dofinansowanego ze środków unijnych zaplanowano przebudowę placu publicznego w Turku przy ul. Legionów Polskich na tzw. „park kieszonkowy” z zachowaniem funkcji parkingu, ciągów pieszych, kołowych (ogólnodostępnych oraz dostępnych dla uprawnionych użytkowników). Zaplanowano zaprojektowanie i wykonanie nawierzchni przepuszczalnych, terenów zielonych, małej architektury w postaci ławek, siedzisk, koszów, tablic informacyjnych a także oświetlenia, systemu nawodnieniowego i odwodnieniowego. Na terenie placu powstaną ażurowe utwardzenia dróg pozwalające na infiltrację wód deszczowych. Posadzona zostanie roślinność przyczyniającą się do zminimalizowania strat wody opadowej, pomagająca utrzymać odpowiednią wilgotność powietrza, co pomoże zlikwidować wyspę ciepła znajdującą się obecnie na tym terenie. Stopniowe, łagodne przejścia między chodnikami i terenami zielonymi (brak krawężników w całym założeniu), pozwolą na spływ wód deszczowych w kierunku terenów zielonych i bezbarierową dostępność zieleni dla użytkowników. Ale to dopiero początek, bo już wkrótce rozpocznie się realizacja projektu, który zgromadzi ogromne ilości wody deszczowej. Projekt pn. „Adaptacja do zmian klimatu poprzez budowę obiektu małej retencji wraz z systemem wyłapywania i rozprowadzania wód opadowych przy obiekcie użyteczności publicznej w Turku”, to dowód na świadome i odpowiedzialne podejście do korzystania z zasobów wodnych i przeciwdziałania skutkom suszy. Jak będzie to wyglądało? Zaplanowano budowę podziemnego zbiornika retencyjnego do gromadzenia wody deszczowej z dachu krytej pływalni. Deszczówka ta wykorzystywana będzie do nawadniania terenów zielonych na Stadionie 1000-lecia.

